poniedziałek, 4 lipca 2016

Sun goes down...

Podobno najbezpieczniejszy temat to ten o pogodzie, jednak mam wrażenie że tu lepiej o niej nie rozmawiać bo wszystko słyszy i z dnia na dzień msci się na nas za każde zle słowo. Krótko mówiąc, z domu na zakupy wychodzę latem, odwiedzam sklepy wiosną, podczas robienia zakupów nastaje jesień, która w połowie drogi powrotnej do domu staje się znowu latem a ja z parasolem w kurtce i czapce wyglądam pośród tutejszych mieszkańców jakbym spadła razem z deszczem z nieba. Co prawda nie warto nigdzie wybierać się bez parasola i czegoś do awaryjnego ubrania, ale ludzie tu nie przywiązują wagi do tego czy pada czy świeci slonce, czasem sprawiają wrażenie jakby to w ogóle nie miało znaczenia. :)

Oprócz tego czas mojej skrajnej samotności dobiega konca, ponieważ już pod koniec tygodnia odbiore z lotniska przyjaciółkę i zacznie się moja prawdziwa przygoda. Z pewnością w końcu zwiedzimy Londyn, wybierzemy się do centrum i zobaczymy filmową stronę tego magicznego miasta :)

wtorek, 14 czerwca 2016

Kolejny mały krok do przodu.

Jak się okazuje, biurokracja to zjawisko wszechobecne, więc nie tylko w Polsce ludzie będą na to narzekać. W moim przypadku spotykamy się z odsylaniem z jednego nr telefonu pod drugi, w rezultacie po pewnym czasie otrzymuje nr wyjściowy i proces się zapetla.. Dlatego też postanowiłyśmy z K. przejść się jutro do JobCentre, chociaż wszędzie trąbią aby NIN załatwiać telefonicznie. Cóż, siła wyższa.

Jak okazuje się jednak, bez tego też można znaleźć pracę, jednak niezbedbikiem małego odkrywcy jest konto w banku wcześniej już wspomniane.
Dzis - po równym tygodniu spędzonym w wielkim świecie, podpisałam umowę o pracę. Jest to wynik co najmniej na 5+ ponieważ naprawdę nie łatwo jest znaleźć pracę w tak krótkim czasie. Co do samej pracy nie bede sie póki co rozwodzić, ponieważ dopiero w piatek mam swój welcome day :)

Kolejna sprawa, jeśli ktoś z was ma zamiar lub może już jest pewien wyjazdu do UK, a nie zna języka i jest to dla niego blokadą - nic bardziej mylnego.
Po pierwsze, na początku dziennym jest tu np.: wchodzenie do knajp w celu poszukiwania pracy i zostawianie cv, wtedy wystarczy ci oklepany zwrot "Hi, I am looking for a job" jeśli będą zainteresowani, poprosza o cv i zazwyczaj nic więcej, jesli nie, spróbują ci to wytlumaczyc, a wtedy na pewno zrozumiesz odmowe :) Nikt nie bedzie z tego powodu na ciebie krzywo patrzył, dziwnie reagował, nikt cię nie wysmieje ani nie zignoruje. Nawet jeśli jedynym co będziesz potrafił/a powiedzieć będzie jedno wyuczone zdanie, znajdzie się dla ciebie gdzieś miejsce, po prostu nie poddawaj się zbyt szybko (ja po 3 dniach przeszłam załamanie nerwowe :))
Oczywiście jeśli twój język jest dużo poniżej poziomu komunikatywnego, nikt nie pozwoli Ci obsługiwać gości lub przyjmować zamówień, ale zawsze możesz udać się do agencji pracy, w której codziennie przewija się tysiące osób, z których większość nawet nie zdaje sobie sprawy ze nie dogada się w swoim języku ;)
Ja angielski mam opanowany do tego stopnia ze udało mi się prawie wszystko załatwić samej, ale podczas zakładania konta, czy załatwianiu jakichkolwiek ważniejszych spraw, możesz poprosić o tłumacza(często bezpłatnie), także EVERYTHING WILL BE OK!!
Poza tym mam wrażenie że brytyjskie czerwcowe chmury chyba nigdy nie stały koło naszych polskich, mimo tego że jest calkiem ciepło, ciągle płaczę.... Ah, a może to alergia na Polaków...? Jest ich tu mnóssssstwo 😊

niedziela, 12 czerwca 2016

Mały człowiek. Wielki świat.

Generalnie idea powstania bloga wzięła się się pewnie z dość oklepanych powodów. Ja- młoda dziewczyna ciekawa swiata, postanowiłam zaryzykować. 7 czerwca spakowalam walizki i przyleciałam do Londynu, do znajomych mojej mamy.
Wyobrażenia o podbijaniu świata brytyjskimi funtami i życiem jak gwiazda szybko zmieniły się w mało kolorowa rzeczywistość.
Ale po kolei..
Podczas gdy planujemy wyjazd, załóżmy mając do kogo, znajomi nie chcąc nas zniechęcać nie zawsze powiedzą nam całą prawdę.
Otóż to, sprawa nie polega na tym, że przyjeżdżając tu, wchodząc do pierwszej lepszej restauracji, pubu, baru, maka czy starbaksa, przyjmą was z otwartymi rękoma jak gdyby czekali na was całe życie. Oczywiście ludzie tu są o stokroć milsi i bardziej życzliwi niż ci spotykani na polskich ulicach, nikt nie patrzy się na ciebie, bo po prostu nikogo to nie obchodzi. Ludzie nie używają rolet, zasłon i firanek w niskich domkach, bo nikt nie zwraca uwagi na to co dzieje się w twoim domu, przepuszczaja sie wzajemnie na jezdni i każdy każdego pozdrawia. No ale nie o tym...
Szukając pracy, musimy równie zawzięcie starać się o to jak gdziekolwiek indziej. Mało tego, mamy przed sobą wiele spraw do załatwienia.
Przed zatrudnieniem się, należy wyrobić NIN i założyć konto w banku.
A może wlasciwie będzie napisać - mało kto będzie chciał zatrudnić Cię bez NINu i konta w banku :) ale nie martwcie się, mimo tego że brzmi to groznie, wszystko da się zrobić.
Aby założyć konto, musisz mieć potwierdzenie adresu zamieszkania, najlepiej jakiś rachunek który przychodzi na twoje nazwisko na twój brytyjski adres, wiem, to nie łatwe, ale da się to obejsc. Potrzebujesz 2 dokumentów ze zdjęciem i numer telefonu, mogą również pytać o miejsce pracy (polecam bank Halifax). Konto podobno można założyć internetowo ale nie próbowałam, więc nie mam na ten temat zielonego pojęcia.
NIN natomiast (National Insurance Number) wiąże się JobCenter, zazwyczaj najbliższym twojemu miejscu zamieszkania. Dzwonisz, udzielasz krotkich odpowiedzi, gdzie mieszkasz, jak się nazywasz itd. I umawiasz się na rozmowę. Nie wiem co dalej, bo najbliższy mi JC znajduje się na Hunslow = linia ciągle zajęta...
Wytłumaczę w najbliższej przyszłości dlaczego ;)
Pierwsze, moim zdaniem najważniejsze informacje wstępne za nami, do szybkiego "zobaczenia" !✋👋

Poczatki bywaja trudne.

Wspomne na poczatku, ze klawiatura w komputerze na ktorym dzialam, nie posiada poslich znakow, wiec mozemy czasem sie nie zrozumiec. Postaram sie jednask dodawac posty przez telefon, bedzie latwiej i mi i wam.